Najlepsze źródło motywacji (jest w Twojej głowie)

Czasami to, czego potrzebujesz w swoim życiu, to odnowić kontakty z kimś, kogo dawno temu odsunąłeś na bok. Zaraz powiem Ci, kogo mam na myśli.

Ciekawe, czy znasz taką sytuację: jest grubo po północy, zmarnowałeś cały dzień, odwlekałeś wszystkie obowiązki, i nagle, gdy już wszyscy domownicy dawno położyli się spać, zrywasz się do działania. Każdy taki scenariusz cechuje punkt zwrotny, kiedy to napędzany mieszanką paniki i wyrzutów sumienia bierzesz się w końcu do roboty i starasz się wszystko załatwić na ostatnią chwilę. Praca nagle zaczyna wrzeć, choć przez resztę dnia ledwie kipiała.

Ja znam tę historię aż za dobrze; w końcu nie pisałbym tyle o prokrastynacji, gdybym sam nie był prokrastynatorem. Ale ostatnim razem postanowiłem spojrzeć na sprawę trochę inaczej.

Podczas mojej ostatniej nocnej wędrówki po Internecie natknąłem się na prezentację TED na temat uzależnień. Najważniejsza myśl, jaką z niej wyciągnąłem, brzmi: uzależnienie to sztuczna więź z jakąś substancją lub czynnością, którą można wyleczyć zastępując ją prawdziwą więzią z ludźmi, którzy życzą nam dobrze.

Od razu nasunęło mi się pytanie: z kim brakuje mi więzi, którą chcę odbudować?

Wtedy jak na zawołanie odezwał się ktoś, z kim bardzo zaniedbałem kontakty. Ktoś, kto odwiedza mnie zawsze w środku nocy po całym dniu odwlekania rzeczy na później.

Mentalna przepychanka


Taki zmarnowany na prokrastynację dzień ma jedną charakterystyczną cechę: w pewnym momencie dochodzi do zmiany równowagi sił w Twoim umyśle.

Przez cały dzień prym wiodła subosobowość, którą ja lubię nazywać 'wewnętrznym Szatanem'. Twój osobisty kusiciel był za sterami. Chcesz zjeść ciastko? Zjedz ciastko! Chcesz grać trzy godziny bez przerwy? Zgoda! Chcesz dowiedzieć się wszystkich nowinek na temat najnowszej części Gwiezdnych Wojen? Ruszamy przekopać Internet!

W tym samym czasie, gdy Szatan bawi się na całego, gdzieś w tle rozbrzmiewa inny, przytłumiony głos. Godzinami stara się przebić przez hałas nieposkromionego lenistwa. Ten szum w głowie przeradza się wreszcie w bolesny krzyk wyrzutów sumienia. Ktoś wyraźnie chce zmiany.

W końcu nastaje kluczowy moment, może o pierwszej, może o trzeciej w nocy, kiedy temu komuś udaje się obezwładnić Twojego Szatana, uwiązać go i nakłonić Cię do zajęcia się czymś pożytecznym.

Kto tak zaciekle walczy z wewnętrznym Szatanem i czego chce? A przede wszystkim: gdzie ta osoba była cały dzień, gdy była potrzebna jako przeciwwaga dla żądzy rozrywki?

Kontakt z Najlepszym Tobą


Ostatnio wsłuchałem się w ten głos, by dowiedzieć się o nim więcej, bo doszedłem do wniosku, że to właśnie z tą osobą, z tą częścią mnie muszę odzyskać kontakt, by przełamać bolesny cykl prokrastynacji.

Spotkałem kogoś niezwykle inspirującego. Kogoś, kogo Ty też znasz.

To część Ciebie, która niczego bardziej nie pragnie, niż wyjść ze strefy komfortu.

To część Ciebie, która jest przerażona kolejną nocą spędzoną na bezsensownym przeglądaniu Internetu.

To część Ciebie, która nie spocznie, dopóki nie staniesz się swoją najlepszą wersją.

To część Ciebie, której największą obawą jest, że pójdziesz na kompromis w swoim życiu i nigdy nie spełnisz swojego prawdziwego potencjału.

To głos w Twojej głowie, który nigdy nie przestanie Cię nakłaniać do niezmordowanego rozwoju.

To głos w mojej głowie, który sprawia, że piszę tego bloga i staram się żyć tym, co tutaj napiszę.

Jeśli masz zrobić tylko jedną rzecz dla swojego rozwoju, odzyskaj i utrzymuj kontakt z Twoją ambicją – z tą częścią Ciebie, która tego rozwoju pragnie. Gwarantuję Ci, że ta część Ciebie będzie miała Ci ekscytujące rzeczy do powiedzenia. Będzie potrafiła zarazić Cię swoim entuzjazmem. Będziesz mógł poczuć jej emocje tak, jakby były Twoimi własnymi – bo przecież są.

Witaj się z tą częścią Ciebie każdego dnia rano. Słuchaj jej w chwilach zwątpienia. Planuj z nią swoje działania.


Dawaj jej dojść do głosu nie tylko w środku nocy po zmarnowanym dniu, ale przez cały dzień. Zobaczysz, że źródło Twojej motywacji jest niewyczerpane.

Laserowe skupienie: Jaka jest Twoja Jedna Rzecz?

Powiedz: czułeś się kiedyś dumny z tego, ile rzeczy masz do załatwienia? Iloma piłkami musisz żonglować jednocześnie, żeby Twoje życie miało ręce i nogi? Jak wiele różnych spraw ciąży na Twoim karku, a jednak potrafisz wytrzymać ten ciężar?

Ludzie wpisują sobie multi-tasking - umiejętność wykonywania wielu zadań jednocześnie - w swoje CV, żeby pochwalić się przed pracodawcą, że potrafią być produktywni na szesnastu płaszczyznach naraz. Są doceniani za to, że potrafią podzielić swoją uwagę.

A co, jeśli tak naprawdę dostają pochwały za trwonienie swojego potencjału?

Co, jeśli najlepszą drogą do imponujących rezultatów jest kultywowanie laserowego skupienia tylko na jednej rzeczy i opanowanie jej do perfekcji? Utrzymanie uwagi na tym, co najistotniejsze?

Można to porównywać do energii, jaką niosą ze sobą promienie słoneczne. Rozproszone mogą co najwyżej dać nam ładną opaleniznę. Skupiony żar słońca potrafi rozpalić ogień, którego efekty mogą potencjalnie rozciągać się na wiele kilometrów.

Takie przesłanie wyciągnąłem z książki JEDNA Rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć. Pozycja w miarę krótka, czyta się ją bardzo gładko, a jej główną myśl można podsumować jednym kluczowym pytaniem:

Jaka jest Twoja JEDNA Rzecz, taka, że dzięki jej wykonaniu wszystkie inne rzeczy staną się łatwiejsze lub nieistotne?

Zobacz tylko, jakimi torami zaczyna podążać Twój umysł, gdy szukasz na to odpowiedzi. To całkiem ekscytujące - przynajmniej dla mnie - wybrać się na poszukiwanie tej jednej czynności, która sprawi, że wszystkie inne będą łatwiejsze. Jedna zmiana, która będzie kluczem do sukcesu.

Może pomoże Ci rozwiązanie problemu prokrastynacji albo braku asertywności. Może Twoim pierwszym i najważniejszym krokiem jest zacząć więcej zarabiać, usamodzielnić się finansowo. Może przede wszystkim potrzebujesz zawładnąć nad swoimi emocjami, żeby zaczęły Cię wspierać, a nie powstrzymywać.

Może tylko wymieniam problemy, z którymi ja sam się borykam, a Ty tak naprawdę musisz sam znaleźć odpowiedź!

Czymkolwek jest Twoja Jedna Rzecz, zyskasz na tym, jeśli rozpoznasz ją jak najwcześniej i nie spuścisz jej z oka.

Oczywiście takie podejście nie jest pozbawione swoich zagrożeń.

Możliwe, że inne sprawy w swoim życiu będziesz musiał poświęcić albo przynajmniej odłożyć na później, by skupić się na Twojej Jednej Rzeczy, która pomoże Ci wszystko zmienić.

Ponadto, o ile Twoja Jedna Rzecz ma uczynić wszystko inne łatwiejszym, to sama Rzecz może być czymś cholernie trudnym, jakąś barierą, której do tej pory nie udało Ci się przebić mimo usilnych starań. Jeśli jednak usunięcie tej przeszkody ma otworzyć przed Tobą multum nowych możliwości, to czy nie jest to gra warta świeczki?

Łatwo - a przynajmniej łatwiej - będzie Ci znaleźć motywację, jeśli będziesz pamiętała o tym, że to, nad czym pracujesz, jest Twoją Jedną Rzeczą, która zwiększy jakość całego Twojego życia. Z tą świadomością można pokonać bariery, które do tej pory wydawały się niezniszczalne.

Dobry wpis powinien kończyć się zgrabną myślą końcową i wezwaniem do działania, tak więc proszę, oto, do czego Cię wzywam:

Na pewno interesujesz się wieloma dziedzinami życia, jesteś zaangażowana w wiele różnych przedsięwzięć, uczysz się trochę tego, trochę tamtego - ale jaka jest Twoja JEDNA Rzecz? I co zrobisz, żeby osiągnąć w niej mistrzostwo?

Inspiracje

1. The ONE Thing (JEDNA Rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć). Gary Keller, Jay Papasan.

Największy wróg motywacji (i jak go zwalczyć)

Za każdym razem, gdy próbujemy się zmienić, rozgrywa się podobny scenariusz: najpierw jesteśmy pełni motywacji i entuzjazmu, idziemy śmiało do przodu, robimy postępy, a potem, gdy postępów zaczyna brakować, pojawia się zniechęcenie i wymówki.

To właśnie wymówkami chcę się dzisiaj zająć. Twój własny umysł może równie często być Twoim najlepszym systemem wsparcia, jak i najgorszym wrogiem. Równie często napełnia Cię motywacją, jak i Cię z niej ograbia. Co zrobić, gdy zaczyna podsuwać Ci tysiące powodów, byś przestał się starać i nakłania Cię do tego, żebyś się poddał?

Cóż, z początku ten wpis miał dotyczyć trzech najbardziej popularnych wymówek, ale powiedzmy sobie szczerze: wymówki są jak Pierścienie Władzy u Tolkiena. Istnieje jedna, by wszystkimi rządzić.

A brzmi ona:

Nie chce mi się.

Słyszę to hasło codziennie, jeśli nie z ust innych, to w swoim własnym umyśle. "Nie chce mi się" to władca wszystkich wymówek, ponieważ (trochę podobnie jak Sauron) na pierwszy rzut oka nie ma słabych punktów. Nie chce Ci się i już. Można mieć odpowiednie warunki, dostęp do wiedzy i nauczycieli, wystarczające fundusze i mnóstwo czasu, by się zmienić, i nawet wtedy można na to wszystko machnąć ręką i stwierdzić "no mógłbym, ale nie chce mi się".

Przy każdej próbie zrobienia czegoś wartościowego, "nie chce mi się" jest jak cios w brzuch dla motywacji. To paraliżujący stan ducha.

Jak go pokonać?

Zapytaj: "Co mogę zrobić, żeby mi się bardziej chciało?"

Do niedawna myślałem, że jeśli czegoś nie chce mi się robić, to jedynym rozwiązaniem jest zmusić się do tego kosztem własnego szczęścia, korzystając z nakładów siły woli. Ale to nie jest jedyna opcja.

Jeśli zamiast tego zadasz sobie pytanie "co mogę zrobić, żeby mi się bardziej chciało?", będziesz na dobrej drodze do znalezienia prawdziwej motywacji, płynącej z głębszych pobudek niż tylko "wydaje mi się, że powinienem". Ruszysz w kierunku Góry Przeznaczenia.

W praktyce może to wyglądać następująco: nie chce mi się ćwiczyć i nie mam siły się do tego zmuszać. Mogę pogrążyć się w lenistwie i prokrastynacji, ale mogę też spróbować odpowiedzieć na to postawione wyżej pytanie.

Co usłyszę w odpowiedzi?

Że może nie chcę iść na siłownię, ale chcę wyglądać świetnie w lustrze, a to jest krok ku temu celowi.

Może nie chcę iść biegać, ale jeszcze bardziej nie chcę tracić oddechu po trzech piętrach schodów, bo to absolutnie żałosne.

Może przeraża mnie perspektywa zapisania się na zajęcia z karate, ale to, jak zmienię się dzięki temu w swoich oczach i w oczach innych, napawa mnie inspiracją.

Umysł może i jest fabryką wymówek, ale jest także niestrudzony w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, które regularnie mu zadajesz.

Zachęcam Cię do tego, żebyś spróbowała w ten sposób uderzyć w problem braku motywacji. Gdy następnym razem przyłapiesz się na powtarzaniu wymówki "nie chce mi się", zapytaj "co mogę zrobić, żeby mi się bardziej chciało?", zanim się poddasz. Szybko przekonasz się - a przynajmniej ja się przekonałem - że można zrobić mnóstwo rzeczy, by zaczęło się chcieć.

Czy to jedyny sposób, by znaleźć motywację? Na pewno nie. Co jeszcze dołączylibyście do naszej Drużyny Pierścienia?


3 powody, dla których powinieneś/powinnaś zacząć nowy projekt

„Najlepszy moment, aby zasadzić drzewo, był 20 lat temu. Drugi najlepszy moment jest teraz.” - przysłowie.

Chciałbym namówić Cię do tego, abyś za parę tygodni miał o sobie o jedną rzecz więcej do powiedzenia w kategorii "co ja właściwie w życiu zrobiłem?".

Wszyscy mamy przedsięwzięcia, które chodzą nam po głowie, ale żaden moment nie wydaje się odpowiedni, żeby się nimi zająć. Mamy umiejętności, które chcielibyśmy posiąść, ale jakoś dotąd nie było ku temu okazji. Mamy stare wątki życia, które chcielibyśmy podjąć znowu, albo nowe wątki, które chcielibyśmy zbadać.

Głównie chodzi mi to o rzeczy takie jak:
  • napisanie książki,
  • nauka gry na instrumencie,
  • stworzenie nowej strony internetowej,
  • rozszerzenie portfolio zdjęć lub grafiki,
  • uporządkowanie gratów w garażu,
  • uzbieranie pieniędzy na dowolny cel.
Ale tak naprawdę czymkolwiek chciałbyś się zająć, co wymagać będzie od Ciebie usprawiedliwionego wysiłku, pomoże Ci w rozwoju i przyniesie Ci uczucie dumy, może wpisywać się w kategorię 'nowego projektu'.

Dlaczego czas się nim zająć?

1. Są wakacje

Pamiętasz marazm, który ogarnia ludzi zimą? Jesienną depresję, która odbiera człowiekowi chęć do życia, a co dopiero do ulepszania swojego życia? Teraz, na początku lata, nie może być mowy o takich uczuciach. Jeśli jest jakiś czas, który zapewnia maksymalne stężenie produktywnego entuzjazmu, to jest to właśnie czerwiec.

Może i nie masz 'gwarantowanych' wakacji, tak jak uczniowe i studenci, ale i tak przysługują Ci dłuższe dni i lepsze samopoczucie związane z tym okresem. Nawet jeśli masz tylko parę tygodni albo parę dni urlopu, możesz je przeznaczyć na choćby zaplanowanie swojego nowego projektu, na przykład pytając: "Co zrobię w najbliższym czasie, czym będę mógł pochwalić się przed sobą za rok?"

Pomyśl o nudnej alternatywie. Możesz poświęcić ten czas tylko i wyłącznie na regenerację, ale prawda jest taka, że 'przeleniuchowane' wakacje zaczną po paru tygodniach przynosić Ci więcej wyrzutów sumienia, niż zadowolenia. Nie lepiej przemieszać przyjemne z produktywnym?

2. Zrobisz coś, co ma początek, środek i koniec

Nie da się tego uniknąć: w pracy nad swoim projektem będziesz musiał go zacząć, skończyć i wytrwać cały czas pomiędzy tymi dwoma punktami.

Każda z tych umiejętności jest kluczowa do tego, byś mógł osiągnąć to, czego chcesz.

Może masz problem z zaczynaniem. Może w Twoim umyśle kurzą się tuziny planów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. Teraz będziesz mógł nadać im formę.

Może do tej pory nie udawało Ci się wytrwać środkowej części podróży. Może cierpisz na syndrom szuflady zapchanej pierwszymi rozdziałami coraz to nowych powieści. Dzięki Twojemu wakacyjnemu projektowi odkryjesz, jak nie stracić entuzjazmu.

Może z kolei jeszcze nie udało Ci się niczego doprowadzić do końca. Miałeś metę tuż przed nosem, ale nie starczyło Ci sił na ostatni odcinek. Wiedz jedno: przekroczenie mety to wspaniałe uczucie. W te wakacje możesz się o tym przekonać.

Dodatkowym atutem Twojego projektu jest to, że wreszcie stworzysz coś rzeczywistego. Będziesz mógł powiedzieć: "ja to zrobiłam", "tego się nauczyłam przez dwa miesiące" albo "takie postępy poczyniłam w te wakacje". Jeśli Twoja motywacja ma mieć solidną podstawę, dołóż do niej cegłę w postaci Twojego rozpoczętego, rozwiniętego i skończonego projektu.

3. Zyskasz doświadczenie i rozwiniesz się

Nie gwarantuję Ci, że Twój nowy projekt będzie spektakularnym sukcesem. Tego nikt nie jest w stanie Ci zagwarantować. Ale nie dla sukcesu powinieneś się nim zająć.

Cokolwiek postanowisz przedsięwziąć, jeśli doprowadzisz to do końca, zyskasz na tym bezcenne doświadczenie. Nawet jeśli zatrzymasz się w połowie, będziesz lepiej uzbrojony, żeby następnym razem dotrwać do mety.

Doznasz nowych uczuć. Napotkasz na swojej drodze nowe problemy i poradzisz sobie ze starymi na nowy sposób. Zrobisz rzeczy, których nigdy wcześniej nie musiałaś robić. Z jednej strony może to być przerażająca myśl, ale z drugiej - czy nie o to właśnie chodzi w wakacjach, żeby oderwać się od rutyny?

Może Twoją jedyną nauczką po skończonym projekcie będzie myśl brzmiąca "nigdy więcej nie chcę tego robić" - taki jest najgorszy scenariusz. Nawet wtedy ten czas nie będzie zmarnowany, bo przecież odkryłeś coś na swój temat: jedną rzecz, która nie sprawia Ci satysfakcji. Tym samym zawężyłeś krok podejrzanych w poszukiwaniu tego, co może Ci tę satysfakcję przynieść.

Próbuję po prostu powiedzieć, że jakkolwiek przebiegnie Twoja przygoda z nowym projektem, jedno jest pewne: na pewno nie wyjdziesz z tego uboższy.

Jak zacząć?

1. Kup zeszyt, w którym będziesz zapisywał postępy.
2. Wyznacz sobie punkt końcowy - deadline i/lub efekt, który chcesz do tego czasu osiągnąć.
3. Upewnij się, że skupiasz się na procesie, nie na efekcie (nie 'stracić 10 kg', ale 'wykonać 8-tygodniowy plan ćwiczeń').
4. Zaplanuj poszczególne kroki przedsięwzięcia i zacznij je realizować dzień po dniu.

Mam nadzieję, że udało mi się pokazać, jak wiele masz do zyskania poprzez poświęcenie części swojego wakacyjnego czasu na nowy projekt, z którego będziesz mógł być dumny. Cokolwiek by to nie było, chętnie przeczytam o tym w komentarzu pod wpisem.

Po więcej wskazówek dotyczących radzenia sobie z Wielkim Projektem zapraszam do mojej serii wpisów na ten właśnie temat, które znajdziesz o, tutaj.

Ruszaj, zaplanuj swój projekt w pierwszej wolnej chwili i pochwal się na Tłoku myślenia, co to takiego będzie.

Mentalność gracza: jak wygrać życie

Jeśli kiedykolwiek grałeś w jakąkolwiek grę komputerową, poczułeś, co to znaczy osiągnąć szczyt produktywności.

No, to teraz resztę wpisu będę bronić się z tego, co właśnie powiedziałem...

Gry komputerowe zazwyczaj kojarzą nam się z kompletnym brakiem produktywności. Dla niektórych jest to wręcz bariera, uzależnienie, które nie pozwala im się spełniać.

O zagrożeniach płynących z grania warto napisać więcej niż parę słów, w szczególności o tym, jak potrafią one uśpić nasze pragnienie wyznaczania i osiągania celów - ale o tym będzie innym razem. Niniejszy wpis będzie pochwałą mentalności gracza i całego jego toku myślenia, który można przenieść ze świata wirtualnego do rzeczywistego, zupełnie zmieniając nasze podejście do produktywności.

Spójrz więc, jak udało Ci się wzbić na wyżyny produktywności, gdy grałaś.

1. Gracz dąży do zwycięstwa.

Podstawową cechą każdej gry jest cel, który gracz ma w niej osiągnąć. Czasami jest to zniszczenie bazy przeciwnika, czasami jest to ukończenie serii zadań i poznanie powiązanej z nimi historii, a czasami wystarczy tylko iść w kierunku prawej krawędzi ekranu tak długo, aż uratuje się księżniczkę.

Kiedy ostatnio miałeś przed sobą tak konkretny i jasno wyznaczony cel, jak te, które spotykasz w grach komputerowych?

Mentalność gracza już na samym początku przyjmuje dwa arcyważne założenia: 1) istnieje cel, 2) cel jest osiągalny.

Jeśli tylko przyjmiesz i będziesz trzymał się takich samych założeń, nic nie stanie Ci na przeszkodzie. Możesz równie dobrze przestać czytać i zacząć działać.

2. Gra podzielona jest na poziomy.

Dodatkową cechą gier, która popycha graczy do ostatecznego zwycięstwa, jest to, że każdy cel podzielony jest na możliwe do opanowania kroki. Każda platformówka dzieli się na poziomy. Każdy quest w RPG podzielony jest na precyzyjne, wykonalne kroki: idź do tej tawerny, porozmawiaj z tym karczmarzem, ubij tego wilkołaka, wróć po nagrodę. Nawet gry multiplayer podzielone są na poszczególne pomniejsze cele na drodze do ostatecznego pokonania przeciwnej drużyny.

Co więcej, lista zadań i kroków do ich wykonania jest zawsze o skrót klawiszowy od nas; nie sposób się zgubić, nie sposób się zniechęcić. 

Jeśli nie rozbijasz swoich celów na poszczególne działania i nie masz łatwego dostępu do listy wykonalnych zadań, trudno się dziwić, że wciąga Cię gra, która robi to za Ciebie, prawda?

3. Każdy ma inny poziom umiejętności.

Gracz rozumie coś, o czym reszta ludzi w ekspresowym tempie zapomina: kiedy zaczynasz, jesteś noobem. Jesteś nowicjuszem. Inni gracze będą kopać Ci dupę i nie sposób tego uniknąć. Jedyne, co możesz z tym zrobić, to wyciągać z tego nauczkę.

(Mówisz, że możesz jeszcze się poddać? I jak wtedy przekonasz się, co czeka Cię na końcu gry?)

Ta świadomość powoduje, że gdy już osiągnie się w danej grze przyzwoity poziom, człowiek (zazwyczaj) pamięta o swoich skromnych początkach. Ponadto ma więcej cierpliwości wobec tych, którzy dopiero zaczynają, bo przecież każdy był kiedyś noobem.

Jest też druga strona tego medalu: zawsze znajdzie się ktoś lepszy od Ciebie. O ile nie jesteś na samym szczycie drabiny rankingowej, znajdą się ludzie, którzy skopią Ci dupę zupełnie tak samo, jakbyś był znowu na pierwszym poziomie. Gracze rozumieją, że to jest normalne i że nie można się załamywać - można tylko się doskonalić. Co prowadzi mnie do ostatniego punktu...

4. Po każdym 'game over' jest 'try again'.

Jeszcze raz: po każdym GAME OVER jest TRY AGAIN.

Najbardziej kolosalna różnica między mentalnością gracza, a mentalnością zwykłych śmiertelników jest to, że gracz widzi porażkę jako zachętę do dalszej gry. Bo tym razem było się o dwa skoki bliżej księżniczki. Bo przecież wiesz, że potrafisz ich ograć. Bo wiesz, że grę da się ukończyć.

Jeśli jesteś graczem, nigdy nie zapominasz o tym, jaki jest cel i nigdy nie zapominasz o tym, że cel jest osiągalny. I to sprawia, że wybierasz opcję TRY AGAIN. Klikasz RESTART. Zaczynasz następną grę. Próbujesz jeszcze raz.

To pokazuje też, jaka jest największa bariera przy osiąganiu 'rzeczywistych' celów: po jakimś czasie bezowocnych prób dochodzimy do wniosku, że danego celu po prostu nie jesteśmy w stanie osiągnąć, żadnym sposobem, nigdy.

Gracz nazywa tę część rozgrywki zdobywaniem doświadczenia.

W skrócie

Mentalność gracza sprowadza się do czterech pytań:

1. Jaki jest cel Twojej gry? 
2. Jakie są poszczególne zadania prowadzące do tego celu?
3. Jak możesz zwiększyć swój poziom umiejętności?
4. Kiedy klikniesz TRY AGAIN?

Możemy myśleć, że gracze marnują swój czas i energię na bezmyślną rozrywkę - nie przeczę, że czasem tak bywa. Ale to, co udaje się ludziom osiągnąć wewnątrz gry, gdy znają dokładnie warunki zwycięstwa, nie może pozostać niezauważone. Gdy grasz, ogarnia Cię nieograniczony entuzjazm. Jesteś niezmordowany. Porażka jest zabawą. Każde potknięcie jest nauczką i krokiem do wyższego poziomu umiejętności. Gdy grasz, nic nie jest w stanie Cię powstrzymać.

Czemu nie wykorzystać tej siły także poza grą?

"Oto, kim jestem," czyli o asertywności

Bardzo się cieszę, że mogę napisać ten wpis, ponieważ porusza on temat, którego sam bym się nie chwycił, a przynajmniej nie na tym etapie. Wpis ten powstaje 'na życzenie', gdyż jedna z czytelniczek zaproponowała mi, żebym poruszył temat asertywności. Lubię pisać coś, co znajdzie praktyczne zastosowanie, toteż przez ostatnich parę tygodni starałem się dowiedzieć jak najwięcej o tym, czym dokładnie asertywność jest i jak ją stosować.

'Stosować' nie jest tutaj przypadkowym słowem. Niektórzy utrzymują przekonanie, że człowiek albo jest asertywny, albo jest agresywny, albo jest pasywny. To, że taki podział nie pozostawia nic pomiędzy, nie jest największym problemem. Gorsze jest to, że tego typu myślenie może człowieka zamknąć w jednym schemacie komunikacji, podczas gdy tak naprawdę każdy z nas bywa asertywny - tylko w różnych sytuacjach i z różną częstotliwością.

W tym tkwi główna bolączka: jesteśmy asertywni zbyt rzadko i nie w tych sytuacjach, które są dla nas naprawdę ważne. Jeśli chcesz coś z tym zrobić, zapraszam do lektury.

1. Wiedz, że asertywność to więcej niż odmawianie.

Pierwsze skojarzenie z asertywnością dla wielu osób to sztuka uprzejmego, ale i stanowczego mówienia 'nie'. Wydaje się, że polega ona na tym, by 'nie dawać sobą pomiatać' i móc robić to, co się chce, nie bacząc na opinie innych.

Takie podejście do sprawy może i jest dobre dla ludzi, którzy zazwyczaj zachowują się pasywnie i zgadzają się na wszystko, co się im zaproponuje. Natomiast nie do końca o to chodzi w całym stylu komunikacyjnym nazywanym asertywnością, ponieważ asertywność to bardziej umiejętność zaznaczenia swojego emocjonalnego terytorium, a nie jego zaciekłego bronienia czy też naruszania terytorium innych.

To, co wydaje mi się najważniejszym elementem asertywności (przynajmniej po moich dotychczasowych badaniach), to zdolność do przekazania drugiej osobie informacji o swoich własnych przekonaniach i preferencjach bez naruszania ich przekonań i preferencji. Sprowadza się to do prostej myśli: "ja wolę to, Ty wolisz tamto - obie opinie są równie dobre i równie ważne". Warto mieć to hasło cały czas na uwadze podczas wszelkich prób asertywnej komunikacji.

2. Rozpoznaj swój styl komunikacyjny i 'przesuń' go w stronę asertywności.

Poza asertywnością wyróznia się też styl pasywny i styl agresywny. Każdy z nich ma również swoje główne hasło:

styl pasywny: "Twoja opinia jest lepsza od mojej"
styl agresywny: "moja opinia jest lepsza od Twojej"

Tak jak mówiłem we wstępie, nie ma ludzi asertywnych, agresywnych i pasywnych. Są tylko zachowania, które wpisują się w dany styl komunikacji - i ludzie, którzy wybierają jeden styl częściej niż inny. Łatwo wyobrazić sobie na przykład dorosłego mężczyznę, który będzie przybierał styl agresywny podczas kontaktu z dziećmi ("moje dzieci nie mogą mieć racji w tej sprawie, bo przecież nic jeszcze nie wiedzą o świecie"), a styl pasywny w kontaktach z szefem ("on jest szefem, więc jego słowo jest najważniejsze").

Z którego z tych stylów korzystasz częściej?

Rozpoznanie stylu, do jakiego uciekamy się w danej sytuacji, może pomóc nam stworzyć do niego przeciwwagę i zbliżyć się do bardziej asertywnego stylu rozmowy. Jeśli widzisz, że zachowujesz się w sposób uległy, trzymaj się myśli: "moja opinia również jest ważna i powinienem ją przynajmniej zaznaczyć". Jeśli widzisz, że zachowujesz się w sposób agresywny, zatrzymaj się na moment i złap się myśli: "ich opinia również jest ważna i powinienem jej przynajmniej wysłuchać".

3. Utrzymuj spokój i przejrzystość.

Jeśli jest jeden motyw, który przewijał się w każdym opisie asertywności, jaki przeczytałem lub jakiego wysłuchałem, to był to spokój. Asertywność nigdy nie wiąże się z krzykiem, podnoszeniem głosu czy groźną mową ciała. Styl ten charakteryzuje się tym, iż emocje trzyma się w ryzach i odkłada na bok na rzecz spokojnego i przejrzystego przekazu, który zawiera nasze przekonania i preferencje.

No właśnie: przejrzystość. Możemy spełnić wszelkie inne warunki asertywności, ale jeżeli ostatecznie nie wysłowimy precyzyjnie tego, co mamy na myśli i czego jesteśmy w stanie bronić - jeśli nie zaznaczymy wyraźnie naszego emocjonalnego terytorium - pozostawimy po sobie dezorientację i narazimy się na dalsze nieporozumienia.

Co kryje się za asertywnością

To sprowadza mnie do ostatniej i chyba najważniejszej cechy asertywności: człowiekowi trudno być asertywnym, jeśli nie zdążył poznać siebie. Wręcz nie sposób przekazać innym, jakie wyznaczamy dla nich granice, jeśli sami ich najpierw nie ustaliliśmy. Ten problem natomiast ma znacznie głębsze korzenie.

Wróćmy na ostatnią chwilę do przykładu podanego wyżej: przykładowy mężczyzna, który w każdej kwestii ulega swojemu szefowi, być może nigdy nie zastanowił się nad tym, gdzie leży granica jego autorytetu jako pracownika. Prawdopodobnie też nigdy nie pomyślał o tym, do jak wielkiego konfliktu interesów musiałoby dojść między nim a szefem, żeby zdecydował się na odejście z pracy. Dopóki tego nie ustali, dopóki sam sobie nie wyznaczy zasad, których nie zamierza złamać, dopóty nie będzie mógł tych zasad i preferencji przekazać innym.

Jeszcze raz: dopóki sam sobie nie odpowiesz na to, jakie są Twoje zasady i preferencje, dopóty nie będziesz mógł przekazać tej informacji innym i nie zaznaczysz swojego terytorium.



W skrócie


  1. Asertywność to nie umiejętność mówienia 'nie', tylko umiejętność mówienia 'taki jestem', czyli zaznaczania swojego emocjonalnego terytorium.
  2. Rozpoznaj swój styl komunikacji w różnych sytuacjach. Pamiętaj o wadze opinii innych, jeśli bywasz agresywny, i o wadze Twojej własnej opinii, jeśli bywasz pasywny - bo opinie są sobie równe.
  3. Praktycznie nie da się zaognić konfliktu, jeśli będziesz utrzymywał spokojny ton i będziesz mówił bez ogródek, jakie są Twoje preferencje.

Mam nadzieję, że ta wiedza przyda się nie tylko pomysłodawczyni niniejszego wpisu, ale także wszystkim, którzy zainteresowani są utrzymaniem równowagi w swojej komunikacji - albo po prostu lubią czytać Tłok myślenia, cokolwiek się na nim nie pojawi. Ostatnio pewien blogowy guru polecił mi, żebym każdy wpis kończył poruszającym 'wezwaniem do akcji', jakimś pytaniem, które zachęciłoby do dyskusji, a więc poruszam, wzywam, zachęcam i pytam:

W jakich dziedzinach życia nie pokazujesz swojego prawdziwego Ja i nie przyznajesz się do swoich opinii? W jakich dziedzinach bagatelizujesz opinie innych? Co pomaga lub przeszkadza Ci być asertywnym?


Inspiracje

1. http://firstthingsproductivity.com/assertiveness/ (pierwsza część długiego cyklu; w ogóle świetny anglojęzyczny podcast, gorąco polecam)

Kuźnia nawyków - 4 sposoby na ekspresową budowę nowych zachowań (cz. 2 z 2)

Ostatnim razem uczyniliśmy budowę nawyków rzeczą łatwą - tym razem postaramy się, by to przedsięwzięcie stało się banalnie proste.

(Pierwszą część wpisu znajdziesz TUTAJ)

Podsumujmy to, co już wiemy:
  • każdy nawyk składa się z bodźca, reakcji i nagrody,
  • umysł zawsze dąży do najbardziej wydajnego pożytkowania energii, czyli do powielania tych zachowań, których już się wyuczył - dlatego stawia zaciekły opór, kiedy próbujemy diametralnie zmienić nasze zachowanie na wielu różnych polach jednocześnie,
  • można zrobić dwie rzeczy, aby zminimalizować ten efekt: wybrać śmiesznie mały nawyk na początek i połączyć go z już istniejącym zachowaniem.
Pozostaje jeszcze kilka kwestii, które mogą okazać się problematyczne. Na przykład: jak zacząć już teraz ćwiczyć nawyk, który będziemy chcieli wykorzystać, dajmy na to, przy spotkaniu z konkretną osobą? Po drugie, co w sytuacji, gdy nasz nowy nawyk nie będzie spełniać naszych oczekiwań i trzeba będzie go zmienić?

To dwie przeszkody, w których pokonaniu może pomóc wizualizacja i testowanie nawyków. Co mam na myśli? Bez dalszych zbędnych wstępów...

1. Wizualizuj nowe zachowania

Pewnego razu w jeden wieczór nauczyłem się wstawać z łóżka natychmiast po usłyszeniu budzika.

Słyszałem wcześniej o bardzo ciekawej metodzie, która zakładała, że człowiek w ciągu danego dnia przeprowadza kilka razy 'próbne budzenie się'. Trzeba się przebrać jak do snu, zrobić wszystko to, co zazwyczaj robimy przed snem, położyć się na moment, a potem wstać w nowy sposób, który chcemy zakodować w naszym umyśle. A to wszystko w środku dnia!

Nie zdecydowałem się na użycie tej metody; nie chciało mi się poświęcać tyle czasu na coś tak dziwnego. Ale jeśli potrzeba jest matką wynalazku, to lenistwo jest jego ojcem. Postanowiłem, że zamiast tego, leżąc w łóżku przed snem, będę ze wszystkich sił wizualizował moment, w którym budzę się, jestem pełen energii, zrywam się z łóżka, natychmiast wyłączam budzik i ruszam zacząć dzień z impetem.

Słowo 'wizualizacja' jest mylące: element wizualny to tylko część układanki. Najlepiej wyobrazić sobie wszystkie wrażenia zmysłowe, podzielić doznania na poszczególne części ciała, być jak najbardziej szczegółowym. W mojej własnej wizji idealnego poranka bardzo przemówiło do mnie na przykład uczucie stóp uderzających o ziemię, to sprężyste uczucie, gdy zrywasz się na nogi.

Cokolwiek by nie było Twoim nowym, planowanym nawykiem, im częściej i z im większą ilością szczegółów będziesz doświadczał w umyśle jego wykonania, tym większa będzie szansa, że następnym razem Twój nowostworzony instynkt Cię nie zawiedzie.

Nie bez celu używam tutaj słów 'doświadczać w umyśle'. To, co dzieje się w naszej wyobraźni, potrafi wywrzeć efekt na nasze ciało, nasze emocje i nasze zachowanie - w tym sensie wyobrażone sceny są jak każde inne doświadczenie w naszym życiu. Wyobraź sobie na przykład, że masz przed sobą pyszne, soczyste jabłko, a Twoje ciało zacznie produkować ślinę, jakbyś rzeczywiście miał zaraz wgryźć się w pyszny owoc.

Innymi słowy: umysł nie odróżnia tego, czego doświadcza w wyobraźni, od tego, czego doświadcza naprawdę.

Ta zasada to potężne narzędzie samo w sobie i na pewno o nim jeszcze wspomnimy. Czasem potrafi przysporzyć człowiekowi tyleż szkody, co i pożytku.

Wiecie, przez jakiś czas wahałem się przed polecaniem Wam wizualizacji na łamach Tłoku myślenia; wydawało mi się to trochę za bardzo jak sztuczki voodoo, które nie mają tutaj miejsca. Ale zmieniłem zdanie, gdy parę tygodni temu widziałem wystąpienie Jakuba B. Bączka, który był trenerem mentalnym polskiej reprezentacji siatkarskiej, kiedy wygraliśmy Mistrzostwo Świata, a jednym z jego kluczowych narzędzi była właśnie wizualizacja. Skoro zaufali tej technice mistrzowie świata, to nam pozostaje tylko z niej korzystać.

2. Testuj i ulepszaj nawyki jak programista

Skoro próbujemy przeprogramować swoje działania i stworzyć lepszą wersję siebie, dlaczego nie posłużyć się wiedzą ludzi tworzących oprogramowanie?

Dlaczego, na przykład, nie zacząć nawyku od testowej wersji beta? Można mniej zastanawiać się nad tym, jak zaplanować ten nawyk i gdzie go umieścić w naszym planie dnia, a więcej działać 'na żywej tkance', na praktycznych problemach. Nie ma co się łudzić, że odpowiednia ilość planowania przygotuje Cię z wyprzedzeniem na wszystkie problematyczne scenariusze, ale im szybciej te scenariusze odkryjesz, tym szybciej będziesz mógł się do nich dostosować.

Programiści nazywają taki sposób działania 'metodą programowania zwinnego' czy też 'programowaniem iteracyjno-przyrostowym'.

Wszystkie cztery porady dotyczące nawyków sprowadzają się właśnie do tego. I wszystkie cztery mogą dać tylko krótkofalowe efekty, jeśli nie będziesz testował nowych iteracji, nowych wariantów zmodyfikowanego oprogramowania w Twoim umyśle.

Po przeczytaniu poprzedniego punktu możecie chcieć zapytać: "i dalej wstajesz z takim wigorem, Jakub?" Nie, już tak nie wstaję. Dlaczego? Bo wpadłem w pułapkę.

Przyjąłem szkodliwe założenie, że od teraz zawsze będę wypadał z łóżka jak strzała na dźwięk budzika. Ale co zrobić, gdy przyjdzie weekend i nie trzeba będzie od rana pędzić? Co, jeśli mojej dziewczynie będzie przeszkadzał codzienny dźwięk budzika? A jak się pochoruję i nie tylko nie będę miał siły wstać, ale nawet zalecane będzie, żebym trochę poleżał?

Wersja 1.0 oprogramowania 'Wstawaj, Leniu' okazała się wielkim sukcesem. Niestety, z czasem użytkownik znalazł w tym programie błędy, których programista już potem nie naprawił, bo głupio sądził, że ten nawyk jest już zbudowany na dobre.

No dobrze, ale chcecie konkretów. Co można zrobić z nawykiem, zamiast planować go miesiącami, wprowadzić w przypływie motywacji i porzucić go, gdy pojawią się nieprzewidziane trudności? Można na przykład tak:
  • stworzyć wersję testową nawyku: od dzisiaj ćwiczę codziennie rano po 15 minut,
  • wprowadzić tę wersję w życie na krótki czas - dosłownie 3-5 dni/powtórzeń nawyku
  • zdać samemu sobie raport z działania tej wersji nawyku: Ile razy udało się wykonać to zachowanie? Czy problem leży w bodźcu (nie zawsze masz czas rano), reakcji (Twój zestaw ćwiczeń jest zbyt wymagający) czy w nagrodzie (zestaw ćwiczeń jest za łatwy i nie czujesz satysfakcji)
Jeżeli istnieje jedna zasada, która zapewni długie życie każdemu nawykowi, to brzmi ona: Zadawaj sobie jak najczęściej pytania "Co działa?" i "Co należy poprawić?"

Po to zresztą w ogóle zajmujemy się nawykami, prawda? Chodzi o naturalną, stopniową ewolucję, a nie bolesną, krótkotrwałą i ryzykowną rewolucję. Ta zasada musi też dotyczyć samych nawyków. Nie ma takich nowych zachowań, które 'przyjęły się' albo 'nie przyjęły się'. Są tylko takie, które działają, i takie, które wymagają poprawy, by móc z nich czerpać długofalowe korzyści.

W skrócie

Ajajaj, ten temat można było podzielić nawet i na cztery części, wnioskując po długości obu wpisów. Nie będę Ci miał za złe, jeśli skorzystasz tylko z podsumowania:
  1. Wizualizuj nowe zachowania - szczególnie, jeśli trudno jest Ci je przećwiczyć w praktyce w danym miejscu bądź w danym momencie. Nawyk to ostatecznie odpowiednio głęboko wyżłobiona ścieżka w Twoim umyśle; możesz zacząć ją tworzyć za pomocą wyobraźni, jeśli tylko Twój obraz nowego zachowania (i dźwięk, i dotyk, i zapach) będzie odpowiednio silny i odpowiednio często powtarzany.
  2. Pamiętaj, że nowy nawyk to tylko wersja beta. Żadne oprogramowanie nie działa perfekcyjnie od samego początku; daj sobie czas na usunięcie błędów i modyfikację nawyku, by przystosować go do Twoich wymagań. Co 3 powtórzenia nawyku zadawaj sobie pytania: "Co działa?" i "Co należy poprawić?"
Po więcej informacji zapraszam jak zwykle do moich źródeł w Inspiracjach. Szczególnie Siła nawyku jest lekturą obowiązkową dla tych, którzy są zainteresowani trwałą zmianą swoich zachowań. Dlaczego nie polecam tutaj także 7 nawyków skutecznego działania Stephena Covey'a? Bo ta książka odpowiada bardziej na pytanie: "Jakie nawyki zbudować?" niż "Jak efektywnie budować nawyki?". Ale spokojnie, do 7 nawyków na pewno jeszcze zajrzymy, bo to fenomenalna książka.

Jakie nawyki zaczniesz wizualizować w swoim życiu i testować w praktyce? Jeśli podzielisz się nimi w komentarzu, Twoja determinacja będzie tym silniejsza.

Inspiracje

1. Charles Duhigg, Siła nawyku (The Power of Habit).
2. Stephen Guise, Mini Habits: Small Habits, Bigger Results.

Jestem zobligowany poinformować Cię, że niniejsza witryna korzysta z plików 'ciasteczek' w celu dostarczania usług, personalizacji reklam i analizy ruchu sieciowego. Informacje o tym, jak korzystasz ze strony udostępniane są Google. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na użycie plików 'ciasteczek'.